Wspomnienie Andrzeja Paczkowskiego
Mieszkamy z Danusią blisko Andrzeja i Ewy. Przez ładnych parę lat obserwowałem idącego do metra przed godziną jedenastą Andrzeja.
Jechał do Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Wracał po czternastej. W jedną i drugą stronę z papierosem.
Po wielu latach intensywnego palenia, drogą kompromisu z lekarzami i Ewą ograniczył się tylko do tych dwóch papierosów dziennie.
Andrzej, wybitny polski historyk, dla naszego środowiska po prostu Prezes. Prezesował Związkowi przez dwadzieścia jeden lat.
Znany chyba wszystkim i to nie tylko wspinaczom z tamtych lat, ale i tym, którzy wspinają się teraz.
Na kolejnych zjazdach Polskiego Związku Alpinizmu nie było potrzeby dyskutować o wyborze Prezesa. Andrzej był nim przez siedem trzyletnich kadencji.
Z rozrzewnieniem i nostalgią będę wspominał wszystkie spotkania z Nim. Był szalenie interesującym i zajmującym rozmówcą.
I nie o górach się rozmawiało, ale o Jego pasji – historii i polityce. Można by wymieniać wiele Jego cech i zasług, ale może najlepiej zacytować samego Andrzeja.
Poniżej dwa cytaty z Jego mówionej biografii – „Góry i Teczki” spisanej przez Patryka Pleskota.
Myślę, że świetnie oddają skromność Andrzeja i najlepiej świadczą o Jego wielkości.
„Byłem wygodnym prezesem: ze spokojnym temperamentem, łagodzącym konflikty, a przede wszystkim wyznającym zasadę
„nie przeszkadzać”. Jeżeli ktoś zgłaszał wyprawę z rozsądnym budżetem i składem gwarantującym bezpieczeństwo, nie sprzeciwiałem się.
Myślę, że ta otwarta polityka podobała się w Związku.”
I jeszcze jeden cytat, jakże świadczący o wielkiej skromności, takcie i służebności swojej roli Prezesa w środowisku o wygórowanych ambicjach.
„Tak się akurat złożyło, że na okres mojego prezesowania przypadły „złote lata polskiego himalaizmu”. I choć moja zasługa jest niewielka (lub żadna), moje nazwisko bywa często w tym kontekście przywoływane.
A przecież byłem kiepskim wspinaczem; z tych, co nie przechodzili tatrzańskich ekstremów i nie zdobywali ośmiotysięczników.”
W Warszawie na Kabatach mieszkamy na tej samej ulicy Jerzego Zaruby w budynkach naprzeciw. Już od kilku lat spotykaliśmy się na kolacjach w naszych domach. I to nie jedzenie, /choć znakomite/ było najważniejsze.
Najwspanialszą potrawą była zawsze rozmowa z Andrzejem – Jego wspomnienia, ocena wydarzeń i gorące dyskusje na tematy polityczne, historyczne i górskie.
W przedświątecznym rozgardiaszu umówiliśmy się na 6 stycznia. Już nawet menu miałem przemyślane…
Andrzej odszedł 3 stycznia nad ranem.
Śpieszmy się spotykać z przyjaciółmi.
Cześć Twojej pamięci Prezesie.
Leszek Cichy
Dopełnieniem tego bardzo osobistego wspomnienia nich będą zdjęcia Józefa Nyki, Bogdana Jankowskiego oraz Michała Kochańczyka
- Na Festiwalu w Lądku Zdroju – Andrzej Paczkowski, Ditta Kicińska Fot. Bogdan Jankowski
- Na taborze. w Morskim Oku Fot. Michał Kochańczyk
- W drodze na Halę Gąsienicową, nad Doliną Jaworzynki – Andrzej Paczkowski, Wojtek Kurtyka i Leszek Łącki, 10 września 1983. Fot. Józef Nyka
- Karczmisko – W.Kurtyka, A.Paczkowski,T.Solicki, L.Łącki. Fot. Józef Nyka
- Andrzej Paczkowski pod Betlejemką na Hali Gąsienicowej, 10 września 1983. Fot. Józef Nyka
- Eugeniusz Chrobak, Andrzej Paczkowski, Wojciech Wróż, Zbyszek Kowalewski, czerwiec 1978, Warszawa. Fot. Józef Nyka





















