wróć
Polski Związek Alpinizmu

Zimowa wyprawa w Andy, A. Bielecki, J. P. Czech, P. Migas

Opublikowano: 11-10-2017; 17:41 przez Jolanta Głowacka | Modyfikacja: 16-10-2017; 16:19 przez Jolanta Głowacka

Zimowa wyprawa w Andy, Chile, rejon Cajon del Maipo od 20 sierpnia do 20 września 2017 r.

Uczestnicy:

Adam Bielecki, KW Kraków, 

Paweł Migas, ŚKA Kielce,

Jacek Czech, KW Katowice, KS Kandahar,

Kalendarium wyprawy.

20 sierpnia. Nasze bagaże wylatują z Warszawy, my dwa dni później. W wyniku awarii samolotu do Santiago de Chile docieramy w środę przed południem. Na lotnisku wita nas Sebastian Rojas Schmidt – czołowy chilijski wspinacz i narciarz wysokogórski. Pakujemy się do jego Land Rovera i zaczynamy naszą andyjską przygodę. Późną porą (około 2 w nocy), po kilku godzinach jazdy po wertepach, docieramy w rejon Valle del Arenas.

24 sierpnia. Dzień ten traktujemy jako aklimatyzacyjny, poznajemy okolicę i lustrujemy podejścia pod okoliczne ściany oraz zapoznajemy się z wysokością docierając na skiturach do wysokości 3200 m.n.p.m.

Następnego dnia na „lekko” wspinamy się na łatwych jednowyciągowych lodospadach (WI 3, WI 4+) w sektorze La Resistencja, a wieczorem pakujemy plecaki na poważny wspin.

26 sierpnia. Ponad nami wznosi się rozległa południowa ściana Cerro Arenas z opadającymi w stronę naszej bazy czterema ponad 1000 metrowymi filarami. Jako cel naszej wspinaczki wybieramy ten środkowy, opadający najniżej. Start (3020 m.n.p.m.). Wspinaczka to stałe trzymanie się przez kilkaset metrów biegnącej lekko diagonalnie formacji kominów i rys. Schodkowaty charakter ściany wymaga od prowadzącego czujności i delikatności na licznych połogach oraz mocy i sprytu na przewieszkach. Tworzenie nowej drogi w tak wielkiej ścianie ma swój „aromat” – jesteś odkrywcą tego czego jeszcze NIKT nie dotknął przed tobą, bo ty jesteś w tym miejscu pierwszym człowiekiem na świecie. Po 9,5 godzinach szukania i odnajdywania, wątpliwości i nadziei, zimna i potu, nerwów i radości, stajemy na szczycie centralnego filara Cerro Arenas (4020 m.n.p.m.) tworząc nową drogę „RUTA POLACA”, M5+, TD+, OS.

30 sierpnia. Wspinamy się na zachodniej skalnej ścianie Fondo Marino, gdzie pokonujemy eksponowaną, 6 wyciągową drogę „Nautilius” 220m., 5.10c, OS, z licznymi amonitami, stającymi się w czasie naszej skalnej wędrówki stopniami i chwytami.

1 i 2 września. Zmuszeni koniecznością zakupu prowiantu i zahaczając o skałkowy rejon EL ARRAYAN wspinamy się w sportowym, górskim rejonie TORRECILLAS. Wspólnie przechodzimy 8 wyciągową łańcuchówkę „5.120” + „Tres Monos” 280m., 5.11b, FL, a Adam z lokalsem Alexis dokłada do tego „Centro Masa” 90 m., 5.10c, OS.

8 września. Po kilkudniowym ładowaniu w skałach znów stoimy pod Cerro Arenas. Tym razem wspinamy się prawym, bardziej stromym i lekko wyższym filarze. Dachówkowate ułożenie płyt wyciska z nas wiele potu i emocji. Naszą formacją wiodącą jest wielka depresja, „diretissima”, gdzie trudności rosną wraz z wysokością z kulminacją w okolicach 3700 m.n.p.m.. Oj nie był to łatwy teren: płyty, trudna asekuracja, przewieszki, kruszyzna, kominki, uciekające godziny i siły, i WIARA, która pozwoliła mi liczyć, że nie odpadnę i że za kolejnym załomem też dam radę. Na szczyt filara (4050 m.n.p.m.) docieramy już w zupełnych ciemnościach. Od naszej bazy dzieli nas jeszcze kilka kilometrów, a od naszych kochanych rodzin tysiące, jesteśmy bardzo zmęczeni, szczęśliwi, że nie trzeba będzie się tej zimy już wspinać, że wracamy, że „Człowiek skazany jest na tęsknotę, bo na dole tęsknimy za górami a w górach za rodzinami”, tak powstaje nasza druga droga
„TĘSKNOTA” ED-, M6, 900m, 13h
, OS.

Kilkudniowe załamanie pogody nas nie martwi bo wypoczywamy. Jednak spanie w namiocie na śniegu, monotonne jedzenie, zimno i ogólnie niewygody zimy już delikatnie nas wkurzają. Odliczamy dni do wylotu i prowadzimy niekończące się „górskie opowieści”.

13 września. Pojawia się małe okno pogodowe pozwalające nam na powrót na zachodnią FONDO MARINO w celu wytyczenia nowej drogi. Trochę słońca rozgrzewa nas optymizmem i napieram na dziewiczą płytę pod okapikiem. Kilka metrów wspinaczki „skayhook”, jedynka, zakładam spita i bam…, kotwa słabej jakości ukręca się i spada, czujnie odciążam „skayhooka” i wycofuję się do gleby. Decydujemy się na wspinaczkę systemem zacięć, rys i kominów przecinających diagonalnie ścianę. Ostatecznie drogę „ZACIĘCIE POLAKÓW” 180m., V+, 3,5 godz., OS, kończymy w lekko padającym śniegu.

14 września. Adam wraz z Nico de Lafuente Negro w sektorze LA RESISTENCIA robią nową czterowyciągową drogę 200 m., WI4, M4+.

15 września. Próbujemy lodowej wspinaczki na południowej ścianie Cerro Morado (powyżej 4000 m.n.p.m.). Jednak późna pora, dłuuuugie podejście, zmęczenie itp. powodują mój i Pawła brak wspinaczki, a Adama i Sebastiana rychłą z niej rezygnację.

17 i 18 września. Znów odwiedzamy skałki EL ARRAYAN, gdzie w czasie kilku wizyt pokonujemy około 50 dróg o trudnościach do 6c OS i 7b RP.

19 września. Jeszcze przed wschodem słońca wstajemy, aby przygotować się do wylotu i już tylko 17 godzin w samolotach, kontrola celna na Okęciu i znów stajemy po drugiej stronie kreski wyrysowanej farbą na podłodze. WRÓCILIŚMY – dzięki CI BOŻE.

Wytyczone przez nas drogi maja wycenę bardzo subiektywną i określoną przez zespół na podstawie naszych doświadczeń wspinaczkowych, po dyskusjach i sporach. Miło nam będzie , kiedy inne zespoły drogi te powtórzą i wypowiedzą się na temat naszych propozycji wycen. Długości dróg są deniwelacją od startu do końca wspinaczki, co w rzeczywistości sprawia, że suma długości poszczególnych wyciągów daje większe ilości metrów.

Wyjazd odbył się dzięki naszym oszczędnościom, wsparciu naszych kochanych żon i bliskich. Liofilizaty podarował nam LyoFood, a haki „Kazio”. Nadal liczymy na wsparcie PZA.

Wszystkim tym którzy nam kibicowali, modlili się za nami oraz w jakikolwiek sposób nas wsparli BARDZO DZIĘKUJEMY !

W imieniu Adama, Pawła i swoim z górskim pozdrowieniem: Jacek Czech.

FOTO ARCHIWUM: Adam/Jacek.

 

Partnerzy