12 maja około południa czasu lokalnego Bartek Ziemski stanął na wierzchołku Lhotse (8516 m n.p.m.). Samotnie. Bez tlenu z butli. Przed zespołami poręczującymi drogę i jeszcze przed rozpoczęciem głównego ruchu wypraw komercyjnych. Chwilę później wpiął narty i rozpoczął zjazd z czwartego najwyższego szczytu świata. To jego ósmy ośmiotysięcznik, z którego dokonuje zjazdu na nartach.
Trzeba przyznać, że była to akcja przeprowadzona w bardzo wąskim oknie pogodowym. Po zaledwie jednym dniu odpoczynku od aklimatyzacyjnej rotacji z noclegami w okolicach C3 Bartek zdecydował się ruszyć do góry. Prognozy mówiły jasno – nadchodzi długi okres silnego wiatru, a to mogła być ostatnia szansa na bezpieczny atak.
Schemat działania był prosty, choć w Himalajach słowo „prosty” nabiera zupełnie innego znaczenia. Pierwszego dnia przejście z bazy do C3, kolejnego przeniesienie do C4 i krótki odpoczynek, a około północy wyjście w stronę szczytu. Samotnie, bez założonych jeszcze lin poręczowych prowadzących na wierzchołek. Dzięki temu górny kuluar – wąski i techniczny – pozostał pusty. Bez tłoku, bez wiszących lin utrudniających jazdę.
Na szczycie pogoda okazała się niemal idealna. Bez wiatru, przy czystym niebie i widokach, które na tej wysokości zdarzają się rzadko. O godzinie 12:14 rozpoczął się zjazd. Warunki, jak sam przyznał – „dla koneserów”. Twardy beton, fragmenty świeżego śniegu, miejsca przewiane i sprasowane. Himalajski miks, który nie pozwala ani na chwilę stracić koncentracji.
Całość udało się zrealizować bez odpinania nart aż do lcefall’a. Dopiero tam jedna ze szczelin przecięła możliwość czystego przejazdu. Bartek zdecydował się skorzystać z drabiny rozpiętej nad szczeliną, bo alternatywą był teren zagrożony spadającymi serakami. Mimo tego zjazd poprowadził praktycznie aż do samego dołu.
Warto dodać, że cała akcja odbywała się w momencie, gdy skialpinista kończył jeszcze leczenie infekcji i antybiotykoterapię. Jak wspomniał po dotarciu do basecampu: „czuję się chyba lepiej niż przed wyjściem, bo w C3 kończyłem jeszcze antybiotyk”. Tym bardziej imponuje tempo działania, przemyślana taktyka i skuteczność w terenie, który nawet dla najmocniejszych himalaistów pozostaje wymagający.
Dotychczasowa lista szczytów w Himalajach i Karakorum, z których zjechał Bartek, robi ogromne wrażenie:
2022 – Broad Peak
2022 – Gasherbrum II
2023 – Annapurna
2023 – Dhaulagiri (pierwszy zjazd w historii)
2024 – Makalu
2024 – Kanczendzonga (pierwszy zjazd w historii)
2025 – Manaslu
Lhotse dołącza tym samym do listy ośmiotysięczników, z których Bartek Ziemski dokonał narciarskich zjazdów w ramach projektu MAD Ski Project. A patrząc na sposób, w jaki poprowadził tę akcję – samotnie, szybko i w pełni odpowiedzialnie – trudno nie odnieść wrażenia, że współczesny himalaizm narciarski właśnie dopisuje kolejny bardzo ważny rozdział swojej historii.
- W górnej części Kuluaru
- Grań szczytowa
- Drabina nad szczeliną lodową na Icefallu
fot. Bartek Ziemski




















