wróć
Polski Związek Alpinizmu

PICOS 2020

Opublikowano: 23-11-2020; 10:43 przez Ewelina Raczyńska | Modyfikacja: 23-11-2020; 11:31 przez Ewelina Raczyńska

Miejsce: masyw zachodni (El Cornión) Picos de Europa (Góry Kantabryjskie) w północnej Hiszpanii.

Termin: 31.07-23.08.2020 r.

Organizator: SCW (Speleoclub Wrocław)

 

Ubiegłoroczne rezultaty eksploracyjne w masywie zachodnim Picos de Europa napawały nas wielkimi nadziejami. Mieliśmy wiele planów i nowych koncepcji. Wydawałoby się, że nic nie jest w stanie nas powstrzymać. A jednak… Kto z nas rok temu przypuszczałby, że będziemy mieli do czynienia z taką jak tegoroczna sytuacją?

Jak każda z wypraw z wielkim niepokojem śledziliśmy rozwój sytuacji zarówno w samej Hiszpanii, jak i w krajach tranzytowych: Niemczech i Francji. Do końca zwlekaliśmy z wyprawowymi zakupami, powstawały rozwiązania awaryjne i alternatywne. Wszystko „by jednak” i „mimo wszystko” wyprawa mogła się odbyć, nawet kosztem późniejszego terminu i co za tym idzie redukcji składu. Nie każdy z wcześniej zadeklarowanych uczestników mógł zaryzykować udział w wyprawie, w obliczu tak dużej niepewności i wielce prawdopodobnej konieczności kwarantanny po powrocie.

Ostatecznie udało się utrzymać termin wyjazdu, ale był to jedyny zgodny z wcześniejszymi planami element. Skład znacznie się uszczuplił, do 12 osób, a sama wyprawa została skrócona z czterech do trzech tygodni.

Ostatniego dnia lipca części z nas udało się opuścić Polskę i z duszą na ramieniu ruszyć w stronę Hiszpanii. Na miejscu spore zaskoczenie: Hiszpanie wykazywali się dyscypliną sanitarną, o którą nigdy byśmy ich nie podejrzewali. Wiosenne obostrzenia dały się wszystkim we znaki i w lecie każdy robił wszystko, by życie i gospodarka mogły wrócić do względnej normalności.

Fot.1 Symbol Asturii - Most w Cangas de Onis
Symbol Asturii – most w Cangas de Onis. Od lewej: Zbyszek Grzela, Aga Majewska, Ida Chojnacka, Marek Jędrzejczak, Paweł Michalski (fot. Agnieszka Majewska)

My, jak zwykle bez większego marnowania czasu, szybko opuściliśmy cywilizację i założyliśmy swoją bazę na Los Barrasrosas. W wysięku z „los arenizas“ wody nie było – to raczej smutna od kilku lat konstatacja permanentnego już faktu. Pozostało nam kopanie i wytapianie śniegu.

Czasu mieliśmy niewiele, tylko trzy tygodnie. Jakiekolwiek dłuższe załamanie pogody rozbiłoby nasze plany. W związku z tym szybko ustaliliśmy harmonogram czekającego nas biwaku nad Czarnym Stawem w Sistema del Hou de la Canal Parda – Canalon de los Desvios.

Biwak niby stał przygotowany od zeszłego roku. Należało go w niewielkim stopniu zaopatrzyć, ale aby do niego dojść, trzeba było oporęczować i wyposażyć w pontony całe „Rio do A” czyli podziemną rzekę. Teoretycznie możliwe było zrobienie tego na jednej szychcie, kończącej się na biwaku, na którym można już było zostać w celu dalszej działalności. Wszystko wyglądało super,  poza tym że zespół, który dotarł po wykonaniu swojego zadania na biwak zastał go całkowicie zdewastowanym. Jak się okazało, biwak zorganizowany w sali o wymiarach ok. 100 x 20 m, 10 m nad lustrem wody, został zalany, prawdopodobnie wiosną, a jego szczątki znaleźliśmy jeszcze jakieś 8 m powyżej. Szok. Takiej wody nikt się tutaj nie spodziewał. Biwak tylko częściowo nadawał się do użytkowania, w związku z czym jedna dwójka wyszła na powierzchnię z informacją o sytuacji, natomiast druga została z nadzieją, że nowa zmiana dotrze na przodek jak najszybciej z adekwatnym wyposażeniem.

Tak też się stało. Szybko się przeorganizowaliśmy, biwak został odbudowany i zaopatrzony, ale straconego czasu nie mogliśmy nadrobić. Generalnie ci, którzy docierali na biwak w poszczególnych zmianach, dzielili się na tych co w „Rio do A” się skąpali i na tych co do biwaku dotarli na sucho. Podejrzewaliśmy, że docelowo będziemy się dzielić właśnie na tych, którzy już się skąpali i na tych, którzy dopiero się skąpią.

Fot.2 Rio do A. Na zdjęciu Marta Walczewska (fot. Agnieszka Majewska)
Rio do A. Na zdjęciu Marta Walczewska (fot. Agnieszka Majewska)

Każdy z problemów eksploracyjnych wiązał się z mniejszym lub większym wykorzystaniem wspinaczek metodą sztucznych ułatwień. Postępy były więc wolne, a kotew ubywało w zastraszającym tempie. Niestety większość sprawdzanych problemów weryfikowaliśmy negatywnie lub też stwierdzaliśmy, że nic istotnego do poznania okolic biwaku nie wnoszą. Tylko tych  „bezwartościowych metrów” przybywało.

Czas upływał, kręciliśmy się w kółko i nadal brakowało rozmachu w działaniach. Oczywiście to błąkanie się pozwalało nam lepiej zrozumieć otoczenie, w którym przyszło nam działać, ale znaków zapytania tylko przybywało. Udało nam się doświadczyć również dwóch znaczących przyborów wody i w zasadzie łatwiej nam teraz wyobrazić sobie, że biwak może „odpłynąć”. Cieszyliśmy się, że lepiej przybór przeżyć na biwaku, gdzie w razie zagrożenia można się przenieść nawet i 60 m wyżej, niż w „Rio do A”. Zły los nas nie opuszczał i zaczęły się pojedyncze powroty do Polski, związane z sytuacją epidemiologiczną. Było nas coraz mniej. Po drugim tygodniu wyprawy zdaliśmy sobie sprawę z faktu, że nie mamy już kim obsadzić chociażby krótkiego (by wykorzystać pozostały nam czas „na maksa”) pełnowartościowego biwaku. Szkoda, bo musieliśmy zrezygnować też z planowanego nurkowania w Morskim Oku bezzałogowym ROV’em. Pozostały nam jedynie transporty i przygotowanie „Rio do A” oraz biwaku do przetrwania do kolejnego sezonu.

Poza działalnością w Sistema del Hou de la Canal Parda – Canalon de los Desvios byliśmy również dosyć mocno zaangażowani w kontynuację rozpoczętych w roku poprzednim prac mających na celu udrożnienie zasypanego rumoszem, odkrytego w roku 2012 otworu PE003. Otwór ten jest położony w  północno – zachodniej ścianie Torre Santa María, 73 m powyżej otworu PE001, najwyższego otworu Sistema Cemba Vieya (-954, +3). Szereg zorganizowanych akcji pozwala mieć nadzieję na dalsze postępy w przyszłości przy czym uczciwie trzeba przyznać, że pracy do wykonania jest jeszcze sporo.

Jak w latach poprzednich przeprowadziliśmy rekonesans w zaczopowanej śniegiem i lodem jaskini Torca de los Argaos (CEV194). Pomimo mniejszej niż zwykle ilości śniegu stwierdzono, że w tym roku eksploracja w interesującym nas kierunku nadal nie jest możliwa.

 

Fot.3 Tradycyjna wizyta na grobie Piotra Kołodzieja
Tradycyjna wizyta na grobie Piotra Kołodzieja. Od lewej: Marek Jędrzejczak, Marta Walczewska, Grzegorz Lubelczyk (fot. Agnieszka Majewska)

 

Do Polski wróciliśmy 23 sierpnia szczęśliwi, że nie musimy się poddawać kwarantannie.

Z jednej strony można by rzec, że jesteśmy zawiedzeni. To prawda, zwłaszcza gdy ma się wielki apetyt i dalekosiężne plany. Z drugiej strony cieszymy się, że udało nam się na wyprawę mimo wszystko wyjechać, podziałać, doświadczyć tych przyborów, pobyć w ukochanych górach w doborowym gronie. Cóż, nie co roku może być przysłowiowa niedziela.

Jak co roku, jako wyprawa serdeczne podziękowania kierujemy do gospodarzy rejonu: władz Federation d’Espeleoloxía del Principáu d’Asturies (FESPA) oraz władz i pracowników Parque Nacional de Picos de Europa, bez przychylności których nasza działalność nie byłaby możliwa.

Z kolei bez życzliwości naszych hiszpańskich przyjaciół: Armando Jose Martin Alonzo Bernardo, ajentów i pracowników schronisk Vegarredonda i Vega de Enol oraz Confiteria Covadonga w Cangas de Onis nie byłyby to tak wspaniale spędzony czas.

Osobiście dziękuję wszystkim uczestnikom wyprawy oraz osobom, które wspierały wyprawę organizacyjnie. Bez Waszego zaangażowania tegoroczna wyprawa nie odbyłaby się. Dziękuję i do zobaczenia za rok.

 

Marek Jędrzejczak

 

Uczestnicy:

  1. Marcin Buchla – Speleoclub Wrocław (SCW),
  2. Ida Chojnacka – SCW,
  3. Zbigniew Grzela – SCW,
  4. Marek Jędrzejczak – SCW,
  5. Hubert Kolsiński – Speleoklub Warszawski,
  6. Marcin Krajewski – SCW,
  7. Grzegorz Lubelczyk – SCW,
  8. Agnieszka Majewska – SCW,
  9. Paweł Michalski – SCW,
  10. Jacek Styś – SCW,
  11. Marta Walczewska – Sopocki Klub Taternictwa Jaskiniowego,
  12. Agnieszka Włosek – Speleoklub Dąbrowa Górnicza.
Partnerzy
Partnerzy techniczni